Z chustką na głowie

Było ostatnio o nieosłoniętych pośladkach, więc dziś dla równowagi o zakrytych włosach. Uciemiężeniu kobiety jak mówią. Zdominowaniu słabszej płci przez mężczyzn.

Z zasłoniętymi włosami wyszłam z domu. Pierwszy raz. Z braku laku chustka była różowa i odrobinę prześwitująca. Taki tam szczegół. Krępowało mnie to nakrycie głowy niemal w tym samym stopniu co dwa lata temu jeansowa spódnica z rozporkiem. Ciężko w to uwierzyć, ale można tu się czuć nago w takiej spódnicy jak się samej chodzi. O ile jednak wszyscy patrzyli na mnie jak szłam z tym rozporkiem, o tyle nikt wzroku nie podniósł, gdy na głowie błyszczał mi róż. Siedziałam w islamskiej szkole. Obok mnie nauczycielka angielskiego, matki uczniów i menadżer szkoły. Kobiety oczywiście w hijabach i luźnych abajach i ja w jeansach, koszuli i swojej różowej chustce na ich tle.
Okazało się, że wybrana chustka tak średnio nadaje się na przykrywanie włosów podczas podróży do muzułmańskich instytucji. I to wcale nie tylko dlatego, że różowa i lekko prześwitująca. Materiał jest zbyt śliski. I tak w trakcie rozmowy zaczęła mi się zsuwać. To dopiero było krępujące. Jakby mi się spodnie zsuwały przy zbyt krótkiej bluzce. W ostatniej chwili przekroczyłam próg szkoły. Dwa kroki za bramą chusta spadła zupełnie.
Żeby było śmieszniej w szkole islamskiej byłam głównie po zdjęcia, których nie pozwolili mi zrobić. Okazało się, że w dzień poprzedzający mą wizytę, na Uniwersytecie Al-Azhar, który nadzoruje szkoły islamskie w Egipcie, miały miejsce zamieszki, pozostawiające kilka śmiertelnych ofiar. Tak więc ja, zaanonsowana dumnie przez mojego dormena jako dziennikarka z Europy, która pisze artykuł o szkołach w Egipcie, automatycznie zostałam zakwalifikowana do grupy „szukające sensacji”.
Oczywiście tłumaczyłam tym, którzy rozumieli mój arabski bądź mówili po angielsku, że ja bynajmniej guza nie szukam. Z nikim zadzierać nie chcę. Zwłaszcza z wpływowymi instytucjami czy osobami. Chyba jednak moja zsuwająca się różowa chustka tak średnio zachęcała do dawania wiary moim słowom.
Po powrocie do domu mój mąż pół żartem pół serio oświadczył, że pewnie mam już ogon z egipskiej ABW. Może brzmi to nierealnie, ale jak zamknęli jedną z restauracji w Hurghadzie, bo znaleźli tam broń, i to nie jeden egzemplarz, żeby było jasne, też ciężko mi było uwierzyć. Teraz więc jeśli zniknę na dłużej to być może nie małżonek mnie w piwnicy zamknął, a jakieś rządowe jednostki przesłuchanie prowadzą. I poczuję się jak Janda u Bugajskiego O_o

Dodaj komentarz

szesnaście + dziesięć =