Weekend w Hurghadzie

Zadzwoniłam w czwartek wieczorem do męża, który szedł na spotkanie z klientem: „Dla mnie zaczął się już weekend. Na żadne pytania związane z klientami nie odpowiadam, nawet się nie fatyguj dzwonić.” Po całym tygodniu cieżkiej pracy na laptopie, w tym na facebooku, włączyłam sobie film.

W Egipcie weekendy zaczynają się właśnie w czwartek. Piątek jest tą egipską niedzielą – dniem świątecznym, gdy większość społeczeństwa ma wolne, udaje się na wspólną modlitwę, a potem się leni. (Ewentualnie napastuje kobiety w zaawansowanej ciąży)

Film był tak interesujący, że w połowie zasnęłam, padnięta po całym tygodniu, pozwalając dzieciom zdemolować mieszkanie. Ale za to następnego dnia obudziłam się przed czwartą… Ponoć ludzie sukcesu wcześnie wstają. Może dobrze mi to wróży.

Zamiast się lenić, jak na piątek przystalo, musiałam mieszkanie posprzątać po demolacji poprzedniego wieczora. Mąż się budzi, czystość widzi : O_O „kto przyjeżdża?” Nikt. A może ktoś by się w końcu wybrał, skoro już posprzątane?

Teściowa zaporosiła nas na piątkowy obiad w rodzinnym gronie. Był pyszny, choć jakikolwiek by nie był, obiad, którego nie musisz robić, zwykle niesamowicie smakuje. Przyrządziła rybę podaną z ryżem pomidorowo-cebulowym, tahiną (pasta sezamowa) i rukolą (egipski gargir).

Po obiedzie poszliśmy rodzinnie na plażę. Świeży powiew morskiego wiatru dodał sił i motywacji. Potrzeba tego teraz w Egipcie bardzo. Turystów jak na lekarstwo, a co za tym idzie, pieniędzy też. Sklepów coraz więcej pozamykanych. Ulice świecą pustami. Nie macie ochoty na wypad do Egiptu? Ktoś tą recesję musi przerwać.

Na wakacjach w Hurghadzie weekendy, i pozostałe dni tygodnia też, spędza sie o wiele bardziej interesująco. Ani gotować nie trzeba, ani sprzątać, ani demolką dziecięcą przejmować. Wystarczy rankiem się przenieść z łóżka w pokoju na leżak na plaży. Potem jak kto woli, albo leżeć tam do wieczora, albo rafy koralowe podziwiać, albo do Aqua Parku się wybrać, na wyspę Giftun popłynąć, do Sahl Hashish pojechać, na souq na Dahar się pojechać, co by życie codzienne w Egipcie zobaczyć, do Little Buddha pójść na tańce. Albo do mnie na seans baardzo interesującego filmu, na którym pewnie przysnę 😉

Dodaj komentarz

one + 17 =