Niedźwiedź na ulicach Hurghady

Nocą próbowałam za wszelką cenę dokończyć projekt. Ja. Co to o 8 wieczorem czasem już smacznie śpię. Pomyślałam, że lata swoje już mam, dwójkę dzieci i męża, więc po wieczorynce zasypiać nie muszę. No i posiedziałam do 5.30! (oglądając osławiony Roast Wojewódzkiego i British Got Talent w kilkuminutowych przerwach) O 5.30 obudził się młodszy syn.

Siku, śniadanie na stół i matka położyła się spać. 7.30 zwlekłam się budzona przez 1.5 godziny przez drugiego syna. Po 8 przyjeżdża przecież bus przedszkolny. Wiatr wieje, mało głowy nie urwie, a ja ledwo oczy mogę otworzyć. Założyłam dresy i dresową bluzę, a na to „gustowną” kamizelkę z chińskimi znaczkami. Co by nie zmarznąć przez te 2 minuty czekania.

Wolnym krokiem, pół przytomna, podeszłam na miejsce. Bus przyjechał. Dzieci wsiadły. Resztą sił pomachałam swą ociężałą łapą. Bus ruszył. I wtedy mnie trafiło. W ręku wciąż mam dziecięce plecaki O_o Za telefon i tłumaczę sytuację. Czego się dla dzieci nie robi. Doniosę kawałek w moich cudownych dresach i „chińskiej” kamizelce, z półotwartymi oczami, czerwonymi jak po nocnej libacji.

Nawet jeden Egipcjanin za mną się nie obejrzał! Za to wśród kobiet budziłam niemałą sensację. Zwłaszcza tych wyfryzowanych, w krótkich kieckach i świecących butach. Jak niedźwiedź wybudzony ze snu zimowego chodzący po ulicach Hurghady.

Myślę, że to jakieś letnie (bądź wiosenne) przesilenie. Wczoraj na przykład poszłam do banku. Stoję przy kasie, żeby wpłacić pieniądzę, a miły pan zza okienka pyta po arabsku „jak się nazywasz HABIBI ?” Tysiące myśli mi przez głowę przebiegło, ale pierwszą było: „Może znów wyglądam młodo i pan do mnie jak do dziewczęcia się zwraca”.

Oni tak tu mówią do dzieci przecież. Każde dziecko jest habibi. Jak mój syn drze się o poranku do bałaba z budynku naprzeciwko „eee ya amuuu!”. To też pan do niego mówi habibi.

Tak czy siak pieniądze muszą zostać wpłacone, więc dane chcąc nie chcąc podać muszę. Już miałam otwierać usta, by się grzecznie przedstawić, gdy za sobą usłyszłam: „Ali”. No tak. Jednak pan zza okienka moje imię i nazwisko potrafił przeczytać z dowodu. Nie dość że ruchy, to i mózg zaspanego niedźwiedzia …

Na swoją obronę mogę tylko dodać, że nie jestem jedyna. Klient z Polski proszę państwa do mnie pisze. Zastanawiałam się, czy nadejdzie ten moment, gdy wyrzuci mi, że w Egipcie mieszkam, ISIS wspieram i uchodźców wysyłam do Polski. Ale nie. Mężczyzna bardzo uprzejmy. Zwracał się per pani. Pełna kultura po prostu. Aż klient doszedł do opisywania strony internetowej, która mu się marzy:
„Prosta. Najlepiej w kolorze niebieskim, granatowym i jakimś oczojebnym”

Dodaj komentarz

eleven + ten =