Close

August 13, 2017

Mój pierwszy dzień w Egipcie

Dla odmiany w naszym związku to ja byłam stroną naciskającą na zamieszkanie w kraju partnera. Mój arabski mąż nie chciał tak bardzo zostać w Europie, jak ja chciałam wyjechać do Egiptu. Byliśmy ponad rok po ślubie, mieliśmy malutkiego synka. Zaraz po skończeniu studiów postanowiliśmy, że nie ma co dłużej czekać. Czas ułożyć sobie życie.

Naszą podróż zaczęliśmy o 6 rano. Z Lublina musieliśmy dojechać do Warszawy by tam złapać samolot. Ja, mąż, kilkumiesięczny syn i dobytek całego życia w kilku torbach. Życzliwy mężczyzna wziął nam jedną z nich jako swój bagaż.

W samolocie siedzieliśmy obok niesamowitej kobiety – Polki, która w Hurghadzie mieszkała już jakiś czas. Pełna energii i optymizmu była niesamowitą częścią początku przygody mojego życia.

Wysiedliśmy z samolotu na hurghadzkim lotnisku około czternastej. Był początek sierpnia. Ramadan. Buchnął w naszą stronę egipski upał. Pamiętam do dziś to uczucie gorąca. Niemożliwość złapania oddechu.

Z lotniska wzięliśmy wielką, białą taksówkę. Stary samochód kombi, który obawiałam się rozpadnie się pod naszym ciężarem. Udaliśmy się do naszego mieszkania. Ulice były puste. Pełne niedokończonych budowli, na których nie było widać żywego ducha. Na miejscu przywitał nas bałab, gadając do mnie po rosyjsku i śpiewając na naszą cześć.

Zupełnie nie pamiętam jak minął czas do zachodu słońca. Myślę, że padliśmy zmęczeni podróżą. Zaraz po ramadanowym śniadaniu jednak pojechaliśmy pierwszy raz do centrum. Dla odmiany ulice były pełne ludzi. Po raz pierwszy spróbowałam soku z trzciny cukrowej (asab). W supermarkecie kasjer mówił do mnie do polsku. Wszystko było takie nowe, inne, zaskakujące i ekcytujące.

Około północy pojechaliśmy do centrum handlowego by zrobić pierwsze zakupy. Pamiętam do dziś moje zaskoczenie, gdy wychodziliśmy ze sklepu po 2 w nocy, a na zewnątrz wciąż było gorąco. Do dnia dzisiejszego uwielbiam te ciepłe noce, choć w środku lata marzy mi się też choć lekki powiew chłodu na świeżym powietrzu.

Od naszego przyjazdu minęło prawie 6 lat. Nie chciałabym cofnąć czasu i zmienić swej decyzji o przeprowadzce. Pomimo, iż wiele rzeczy mnie tu drażni, czuję, że jest tu mój dom.

Post powstał w ramach projektu wiosennego Klubu Polki na Obczyźnie Mój pierwszy dzień w kraju w którym teraz mieszkam.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

9 + six =