Gdy śmierć patrzy Ci w oczy

Kiedy ostatni raz myśleliście o kruchości życia i czuliście się zupełnie bezsilni? Ja dzisiaj. Pędząc na spotkanie wzięłam pierwszą, lepszą taksówkę. (Niestety nasz samochód z okazji korony się sprzedał, więc mam ograniczone pole wyboru.) I niefortunnie trafiłam na kierowcę, który ewidentnie był na czymś.

Całą drogę zastanawiałam się czy wrócę do swoich dzieci. Wysiadłam wcześniej niż powinnam, i zdecydowałam, że zgłoszę to na policji. Sama ze sobą walcząc, bo z jednej strony chłopak może mieć poważne problemy przez to, stracić pracę, pieniądze, jak ma dzieci to może nie będą miały co jeść, ale z drugiej strony może innym dzieciom zabić matkę, ojca, może nawet w grupę dzieci przecież wjechać. Więc stwierdziłam że wybiorę mniejsze zło.

Może wcale nic nie brał, może mi się tylko wydawało, może celowo prawie stykał się bokiem samochodu z autobusem, który jechał na pasie obok. Podeszłam więc do policjantów i tłumaczę, że przyjechałam taksówką i kierowca wyglądał jakby był pod wpływem.

„Czy coś Ci zrobił?”

No jak mógł mi coś zrobić, nawet jakby chciał, jak on ledwo na oczy widział i ledwo samochód prowadził. Już bardziej ja jemu mogłam krzywdę zrobić.

„Nie, nic mi nie zrobił. Ale tylko go sprawdźcie, zobaczcie czy wszystko z nim ok, bo mi nic nie zrobił, ale kogoś może zabić, wypadek może spowodować. Numer taksówki mam tutaj w telefonie …”

„Nic nie zrobił? To dobrze. Ok ok. Dziękujemy”

I numeru nie zapisali nawet. Nie wiem czy mają super pamięć, i po rzuceniu kątem oka na zdjęcie zapamiętali. Ale ode mnie nic więcej nie chcieli. Cóż mogę powiedzieć, nie dość, że mi szczęka opadła, to jeszcze telefon spadł i teraz mam szklaną pajęczynkę na ekranie. I poczułam się bezsilna podwójnie.

Bo może rzeczywiście wcale nie powinnam nic zgłaszać. Tylko cieszyć się, że jestem w jednym kawałku i zaraz wrócę do domu, i będę jeść z dziećmi kolację, i przytulać je przed snem, i słuchać jak minął im dzień. A oni nigdy nie będą musieli tego dnia wspominać jako dnia, kiedy mama wyszła z domu i już nigdy nie wróciła. Docenić powinnam co mam, a nie szukać dziury w całym.

Ale gdyby mama innego dziecka z nim jechała, i nie miała tyle szczęścia co ja, by dojechać w jednym kawałku do swojej destynacji, to jak potem żyć ze świadomością, że może można było temu zapobiec?

Co ciekawe jak wracałam to stał już patrol policji drogowej w miejscu, w którym zgłosiłam sytuację, więc może rzeczywiście policjanci w Hurghadzie mają fotograficzną pamięć, zapamiętali numer taksówki i chcieli jednak „naprawić świat”, a ja zbyt nisko ich oceniłam?

Serce ciągle bije mi za szybko. Jeszcze nie doszłam w pełni do siebie. I to chyba jedna z głównych rzeczy, którą macierzyństwo we mnie zmieniło. Nigdy nie bałam się śmierci jako takiej, ale teraz jednak bardzo bym nie chciała żeby moje dzieci musiały mnie wspominać, zamiast po prostu mieć mnie tuż obok.

Dodaj komentarz

6 + 9 =