Blogowi hejterzy

Internet zawrzał kilka dni temu po śmierci blogerki modowej i komentarzach pozostawionych na jej profilu przez internetowych hejterów. Myślę, że wszystkich nas, zostawiających po sobie ślad online, zachęciło to do refleksji nad własnym odejściem.

Siedzę cicho od kilku tygodni, zupełnie jakbym i ja już miała nie wrócić. Nikt nie pyta czy mam się dobrze w naszym „niebezpieczym” Egipcie. Hejterzy boją się pewnie cieszyć przedwcześnie, bo wracałam już tyle razy.

Mój mąż nie zostawiłby notki. Rodzina nigdy chyba w pełni nie zaakceptuje, że identyfikuję się z byciem żoną Egipcjanina, więc pewnie też nic by nie dodała. Może ktoś z oddanych przyjaciół, choć tych na palcach mogłabym zliczyć.

Byłabym „samej sobie winną arabską k*”, „wykończona psychicznie / fizycznie przez egipskiego męża”, „dobrze by mi tak było”, „obyśmy wszystkie tak skończyły” – my, złe kobiety, zdradzające nasz kraj i zanieczyszczające naszą rasę . To takie smutne. Przeminąć i zostawić po sobie kipiące jadem komentarze. Co się dzieje z tym światem?

Zastanawia mnie od dłuższego czasu kim są te osoby, które piszą o mnie, że 'mózg mam wyprany', klikają minusy na wszystkie pozytywne komentarze. Skąd one się biorą na moim blogu? Skrzywdzone przez arabskich mężczyzn? Zaciekli przeciwnicy islamu? Moi prywatni „przyjaciele”?

Wciąż głęboko wierzę, że więcej jest tych pozytywnych ludzi, otwartych na inność, pełnych empatii a nie zawiści. Tylko odwagi im brak. Kto by chciał komentować, skoro zaraz go zlinczują za każde słowo. Pamiętajcie jednak, że w grupie jest siła.

Refleksje na temat życia i śmierci, miłości, nienawiści, przyjaźni oraz rodziny towarzyszą mi już od dłuższego czasu. Dopiero się przestawiłam na ramadanowy tryb życia, a ten dobiega już końca. Wrócę pewnie pełna sił do walki ze światem stereotypów już niedługo, jak tylko uzupełnię niedobór czekolady i snu w organizmie. Będziecie tu jeszcze?

Dodaj komentarz

4 × 5 =