malzenstwo dla wizy

Miała być długa biała suknia, grawerowane obrączki, wielkie przyjęcie i zabawa do rana. Najlepiej mężczyzna z sąsiedztwa ubrany w dobrze skrojony garnitur. Gołębie wypuszczane do nieba, witanie chlebem i solą, przenoszenie przez próg.

Rozklekotana taksówka zabrała nas spod akademika w deszczowy dzień. Trzymających się za ręcę. Mnie w czarnej sukience przed kolano i jego w jasnych jeansach. Podzieleni kulturami, narodowościami i rodziną, mieliśmy się połączyć więzem małżeńskim. Z miłości? Nie. Dla wizy.

Z miłości mieszkaliśmy ze sobą od roku. Wspieraliśmy się w najcięższych chwilach. Dawaliśmy sobie powody do uśmiechu. Mój przyszły mąż odprowadzał mnie pod uczelnię.  Ocierał łzy. Dodawał sił. Prowadził ze mną niekończące się rozmowy o życiu i śmierci.

Bez ważnej wizy musiałby wyjechać. Zostawić mnie samą broniącą pracy magisterskiej. A przecież chcieliśmy być razem. Zostawienie studiów na tym ostatnim etapie nie było rozsądną decyzją naszym zdaniem.

Pod urzędem stanu cywilnego czekało na nas grono moich najbliższych koleżanek z kwiatami. Dwie z nich były świadkami na naszym ślubie. Po ceremonii poszliśmy wspólnie do pobliskiej pizzerii. Obcierały mnie buty na obcasie.

Ten dzień miał zmienić w naszym życiu tak wiele. Przecież mąż Egipcjanin po ślubie staje się potworem. Bije żonę, zamyka ją w domu, wywozi do własnego kraju (często wbrew jej woli), by tylko przejąć władzę nad potomstwem.

Tak naprawdę tego dnia zmieniło się tylko jedno: moje nazwisko. Mieszkaliśmy razem już przed ślubem. Spędzaliśmy ze sobą niemalże cały wolny czas. Dzieliliśmy obowiązki, wspólnie zarządzaliśmy finansami.

W tym roku minęło sześć lat od dnia, w którym zawarliśmy związek małżeński. Mamy dwóch synów. Mieszkamy w Egipcie. Jestem tak zniewolona, że z "piwnicznej celi", zza której obserwuję palmowe liście poruszane przez wiatr, piszę bloga. Wspólnie prowadzimy firmę, którą od podstaw budowaliśmy. Mąż wciąż nie ma polskiego paszportu, ani wizy. Ja ze swojego tytułu naukowego nie korzystam.

Wciąż się kochamy i dbamy o siebie.  Wciąż wiemy jak doprowadzić tę drugą osobę do śmiechu i chętnie to robimy. Wciąż spędzamy razem niemalże cały wolny czas. Teraz ze względu na wspólną firmę, niemalże wszystkie spotkanie biznesowe czy czas pracy per se - to też wspólnie spędzone godziny.

Tak wiem, jeszcze zobaczę. Wyjdzie szydło z worka. Tak jak miało wyjść po ślubie, po narodzeniu pierwszego dziecka, po wyjeździe z Polski, po zamieszkaniu w muzułmańskim kraju, po pierwszym konflikcie z egipską teściową. 

Rzadko wracam wspomnieniami do naszego ślubu. Zamiast o tym pięknym, słonecznym dniu, pełnym przepychu, myślę o tych przeszło dwóch tysiącach szczęśliwych dni, które nastąpiły później. I gdybym dziś miała wybierać: bajkowy ślub, czy udane małżeństwo, wybrałabym dokładnie tak, jak przed laty.
 

Komentarze   

+10 # baixiaotai 2016-07-04 11:32
Brawo! Tak właśnie powinno być :) Ja też wyszłam za mąż głównie dla wizy ;) I też cieszę się każdym dniem tego wspaniałego małżeństwa :) :-)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+8 # Lamala 2016-07-07 06:16
Każda z nas trochę wychodzi za mąż dla wizy lub karty pobytu, bo w przeciwnym wypadku on musiałby wyjechać. A jeśli my nie chcemy jechać razem z nim, związek się rozpada, no chyba, że ktoś jest gotowy do życia na odległość. Na jak długo? Gdyby to był Polak, ślubu pewnie by nie było albo byłby dopiero po kilku latach. Takie czasy się porobiły - małżeństwo musi się opłacać... Bardzo fajnie pokazałaś, jakie drugie znaczenie może mieć sformułowanie "ślub dla wizy" :) Pozdrawiam - szczęśliwa żona M. ;)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+3 # Monika 2016-07-21 00:14
A ma troszkę z innej strony jakie nazwisko po mężu przyjmuje się ? Niby trzy ostatnie uważane są za nazwisko A s Polsce nazwisko.może być dwuczlonowe. Jak jest u Ciebie ? Bo wnioskuje że ślub w Polsce był brany.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
0 # andesi 2016-10-18 20:26
monika warto spytać o to Magdę czyli moderatorkę najlepiej chyba wie - sam to zauważyłem nawet w kraju naszym pięknym gdy Egipcjanin się żeni to żona przyjmuje nazwisko męża ale nie to które on nosi tylko rodowe tak mi się wydaje - muszę spytać się w końcu jakiejś znajomej która ma męża Araba bo zaciekawiłaś mnie - jak to jest z tymi nazwiskami drogie forumowiczki byłbym wdzięczny za informacje
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+1 # Nauka niemieckiego 2016-09-26 23:07
Wzruszyła mnie Pani tym postem :cry: To tak właśnie jest, że oceniamy tzw. "książki po okładce". Chociaż może okazać się, że książka, która miała być nudna i niszcząca moralnie okaże się piękną powieścią.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+3 # Hanna 2016-10-16 13:18
Powodzenia. Mnie nie wyszlo, ale mam wspanialego syna i warto bylo.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+3 # EmigracjaJestKobieta 2016-10-28 17:20
Fantastyczna historia! Uwielbiam kiedy kobiety stawiaja na swoim i żyją po swojemu tam gdzie sobie wymarzyły! Pozdrawiam! Kasia Brzychcy
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+1 # andesi 2016-11-13 19:22
Cytuję EmigracjaJestKobieta:
Fantastyczna historia! Uwielbiam kiedy kobiety stawiaja na swoim i żyją po swojemu tam gdzie sobie wymarzyły! Pozdrawiam! Kasia Brzychcy


Kasiu niektórzy zadają sobie pytanie czytając dopiero poznają kulturę Egiptu zwyczaje Arabów ich nawyki kuchnię - i przecierają oczy czytając że Arabowie nie zamykają w piwnicy nie tyranizują nie ubierają w burki potrafią zadbać o rodzinę o dom wychowują dzieci jak należy... okazuje się że ten Egipt nie taki straszy jak go malują media,często gęsto wykrzywiając obraz Arabów czy samego Egiptu
dzięki takim osobom jak żona Egipcjanina ten temat jest przedstawiony czytelnie i zrozumiale..salam..
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież