Dla odmiany w naszym związku to ja byłam stroną naciskającą na zamieszkanie w kraju partnera. Mój arabski mąż nie chciał tak bardzo zostać w Europie, jak ja chciałam wyjechać do Egiptu. Byliśmy ponad rok po ślubie, mieliśmy malutkiego synka. Zaraz po skończeniu studiów postanowiliśmy, że nie ma co dłużej czekać. Czas ułożyć sobie życie.

Naszą podróż zaczęliśmy o 6 rano. Z Lublina musieliśmy dojechać do Warszawy by tam złapać samolot. Ja, mąż, kilkumiesięczny syn i dobytek całego życia w kilku torbach. Życzliwy mężczyzna wziął nam jedną z nich jako swój bagaż.

W samolocie siedzieliśmy obok niesamowitej kobiety – Polki, która w Hurghadzie mieszkała już jakiś czas. Pełna energii i optymizmu była niesamowitą częścią początku przygody mojego życia.

Wysiedliśmy z samolotu na hurghadzkim lotnisku około czternastej. Był początek sierpnia. Ramadan. Buchnął w naszą stronę egipski upał. Pamiętam do dziś to uczucie gorąca. Niemożliwość złapania oddechu.

Z lotniska wzięliśmy wielką, białą taksówkę. Stary samochód kombi, który obawiałam się rozpadnie się pod naszym ciężarem. Udaliśmy się do naszego mieszkania. Ulice były puste. Pełne niedokończonych budowli, na których nie było widać żywego ducha. Na miejscu przywitał nas bałab, gadając do mnie po rosyjsku i śpiewając na naszą cześć.

Zupełnie nie pamiętam jak minął czas do zachodu słońca. Myślę, że padliśmy zmęczeni podróżą. Zaraz po ramadanowym śniadaniu jednak pojechaliśmy pierwszy raz do centrum. Dla odmiany ulice były pełne ludzi. Po raz pierwszy spróbowałam soku z trzciny cukrowej (asab). W supermarkecie kasjer mówił do mnie do polsku. Wszystko było takie nowe, inne, zaskakujące i ekcytujące.

Około północy pojechaliśmy do centrum handlowego by zrobić pierwsze zakupy. Pamiętam do dziś moje zaskoczenie, gdy wychodziliśmy ze sklepu po 2 w nocy, a na zewnątrz wciąż było gorąco. Do dnia dzisiejszego uwielbiam te ciepłe noce, choć w środku lata marzy mi się też choć lekki powiew chłodu na świeżym powietrzu.

Od naszego przyjazdu minęło prawie 6 lat.  Nie chciałabym cofnąć czasu i zmienić swej decyzji o przeprowadzce. Pomimo, iż wiele rzeczy mnie tu drażni, czuję, że jest tu mój dom.

Post powstał w ramach projektu wiosennego Klubu Polki na Obczyźnie Mój pierwszy dzień w kraju w którym teraz mieszkam.

 

Komentarze   

+1 # Olga Nina 2017-04-11 08:24
Fajny opis :) Ale byłaś zdecydowana na wyjazd, podziwiam!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+3 # AnnaS 2017-04-11 16:18
Ciekawe, że każdy pamięta ten pierwszy "buch" gorącego powietrza na lotnisku. Dla mnie właśnie on jest cudowny - zwykle oznacza albo wakacje albo nową przygodę. I mój klimat :D Achh
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+1 # Marcelina 2017-04-17 19:19
Ten blog jest wspaniały, mam nadzieję, że posty będą pojawiały się częściej. Sama byłam na wakacjach w Egipcie w tym roku ( wiem, że to nie to samo cię mieszkać w tym kraju) i doskonale pamietam ten buch powietrza po wyjściu z samolotu, trudno było mi się przyzwyczaić do takiej temperatury.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+12 # Annaosterode 2017-04-25 22:48
Kiedy czytam twój blog cały czas zastanawiam się czy to naprawdę o Egipcie. Po 15 latach małżeństwa z moim egipskim mężem, jego rodziną bliższą i dalszą i mimo wybudowania tam własnego domu nigdy nie zdecyduję się aby tam mieszkać. Wszechobecny syf, braki podstawowych artykułów, powszechne lenistwo i często zniewalająca głupota zwłaszcza u kobiet prz jednoczesnym przekonaniu o własnej wyższości nad każdą rozpustną europejką. Dla mnie Egipt to koszmar od którego za wszelką cenę izoluję moją córkę. To barbarzyński kraj,w którym 90% dziewczynek poddaje się obrzezaniu. Szanuję Twój wybór i życzę Ci szczęścia ale zupełnie nie mogę pojąć jak wykształcona i inteligentna dziewczyna może żyć w tym kraju. I żeby nie było nieporozumień kocham mojego męża a on kocha mnie. Mam od Ciebie sporo więcej lat i chyba inne oczekiwania poziomu życia, poziomu wykształcenia dziecka i jego szans na dobry start w życiu. Pozdrawiam
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
-8 # Zona Egipcjanina 2017-05-07 02:01
Bo ja sobie żyję w Egipcie, korzystam ze słońca i pięknej pogody, ale omija mnie większość egipskiego galimatiasu. Pracuję głównie z osobami spoza Egiptu, a jeśli już z Egipcjaninami, to trafią mi się naprawdę dobrze wychowani i inteligentni mężczyźni. Nie załatwiam nic w żadnym z urzędów (poza bankami), więc omija mnie cała egipska biurokracja. Miejsca w których jest syf zwyczajnie staram się omijać. Na chwilę obecną dość trudno o to w Hurghadzie, ale chyba staram się nie skupiać na tym swojej uwagi. Jeśli chodzi o dzieci, zależy mi bardzo by byli mądrymi, szczęśliwymi ludźmi, pełnymi empatii. Jak narazie myślę, że na takich właśnie się kształcą. Plus, jako osoba z tytułem magistra, która nigdy jeszcze nie korzystała ze swojego tytułu i nie zarobiła na nim zupełnie nic, mam taki dziwny pogląd, że dziecko może mieć "dobry start w życiu" również bez dyplomu z bardziej lub mniej prestiżowej uczelni.
Oczywiście, że pewne rzeczy mnie tu drażnią. Np kiepska jakość usług, nie odbieranie telefonów gdy przychodzi czas płatności, niesłowność, jutro, które rzadko nadchodzi następnego dnia. Ale na co dzień dominuje słońce i przyjaźni, uśmiechnięci ludzie, którzy powodują, że czuję się tutaj "welcome".
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
-5 # Wioleta 2017-05-06 08:37
Dla odmiany w naszym związku to ja byłam stroną naciskającą na zamieszkanie w kraju partnera. Mój arabski mąż nie chciał tak bardzo zostać w Europie, jak ja chciałam wyjechać do Egiptu - To tak jak u mnie :-) . Z obawy przed tym czy mój mąż będzie czuł się dobrze w Polsce i czy społeczeństwo go zaakceptuje. Z troski o jego rodzinę chciałam żeby on był blisko nich. Przyjeżdża do mnie za miesiąc ale drzwi mamy otwarte do Egiptu...ja nie chcę mieszkać w Polsce . Żle czuję się w tym kraju. Wiem,że za rok wyjedziemy do Egiptu bo tam jest mój dom. KOCHAM EGIPT
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+14 # Annaosterode 2017-05-08 09:53
Owszem można żyć bez dyplomu i tytułu magistra. Czy można mieć dobry start bez wykształcenia na poziomie podstawowym i średnim wątpię. A to czego uczą w egipskich podstawówkach,gimnazjach i szkołach średnich poziomem nie dorasta do europejskiego przedszkola. Mniej więcej co dwa lata mam okazję popatrzenia na poziom edukacyjny dzieci rodzeństwa mojego męża. Druga kwestia to jak piszesz omijanie biurokracji bo nie chodzisz do urzędów. A co się z Tobą stanie jeżeli zabraknie Twojego męża? Oczywiście nie życzę Ci tego ale życie jest nieprzewidywalne. A co zrobisz jeśli mama Twojego męża,siostra czy inna kobieta w rodzinie bez Twojej wiedzy zaprowadzi Twoją córkę na obrzezanie? Teraz masz synów a jak urodzi się dziewczynka zaakceptujesz to,że dziewczynki nie chodzą na basen, nie jeżdżą na rowerze itp. Czy w wieku 7 lat ubierzesz ją w galabiję i chustę. A kiedy dostanie pierwszą miesiączkę pogodzisz się z tym, że jej jedyną rozrywką będą idiotyczne egipskie seriale, w których na porządku dziennym jest bicie kobiety po twarzy i nie tylko.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
-7 # Zona Egipcjanina 2017-05-08 21:58
Sęk w tym, że nie tylko szkoła kształci dzieci. Moim zdaniem wiele zależy też od rodziców. Czemu jedyną rozrywką moich dzieci miałyby być egipskie seriale, skoro u nas, poza Ramadanem, nikt tego praktycznie nie ogląda? Jako jedyna kobieta, którą obserwują dzień w dzień, chodzę na basen i jeżdżę na rowerze. Nie noszę chustki. Moim zdaniem największym problemem większości egipskich dzieci jest to, że rodzice przykładają do ich wychowania bardzo mało uwagi.
Jeśli chodzi o ten czas, gdy mojego męża zabraknie, życie rzeczywiście będzie trudniejsze i o wiele bardziej irytujące. Mam jednak nadzieję, że wciąż do zniesienia. Nawet o tym pisałam już kiedyś ( http://zona-egipcjanina.pl/kategorie/kobiety-w-egipcie/124-kobiety-w-egipcie )
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+1 # Gosia 2017-05-10 19:23
Czesc Marta
Gosia ruda z Wawy ,przeczytalam przypadkiem wywiad na wirtualnej polsce .Mysle skad znam te slowa madre z wywiadu;) Czytam dalej prowadzi pani bloga i wszystko jasne;)))))
Sciskam cie mocno
Napisz do mnie na maila;)
Wkrotce bede w naszej Hurghadzie;)))
Gratuluje wywiadu na WP;)))))))
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+8 # Annaosterode 2017-05-12 18:47
Tak masz rację od rodziców zależy bardzo wiele ale nie wszyscy możemy kształcić nasze dzieci. Jako humanistka mogę wspierać córkę w nauce języków,historii, geografii czy ostetecznie biologii ale nie w matematyce czy chemii. Mogę uczyć ją tolerancji dla innych ludzi i poszanowania dla innych wierzeń. Mogę pokazywać jej świat. Mogę nauczyć ją miłości do książek, poszanowania ludzi i przyrody. Mogę wychować ją na mądrą i odważną kobietę. Ale nie mogę jej kształcić bo jestem prawnikiem a nie nauczycielką. A zupełnie na marginesie kobiety w rodzinie mojego męża oraz sąsiadki oglądają arabskie seriale od poniedziałku do niedzieli od rana do nocy. Piszesz,że Ty pływasz itp. Ale Ty nie jesteś Egipcjanką. Czy Twoja córka będzie miała równą Tobie swobodę cz też egipska część rodziny będzie wywierała na Ciebie nacisk w kwestiach obyczajowości? Powodzenia. Ja jednak uważam,że życie w Europie jest dużo lepsze dla każdej europejskiej kobiety i jej dzieci. W końcu pontony z ludźmi płyną z Afryki do Europy a nie odwrotnie
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież